18 marca 2006

O burakach w kinie

Wczoraj we wrocławskim Heliosie odbył się kolejny ENEMEF - Noc azjatyckiej grozy. Z racji tego, iż w ten weekend nie mam żadnych zajęć oraz lubię azjatyckie kino, postanowiłem wybrać się na nockę w kinie.

Cztery tytuły - Nieodebrane połączenie, Gra wstępna, R-point oraz Shutter. Widmo serwowano równolegle w dwóch salach. Niestety, miałem pecha i w mojej wylądawała banda półgłówków, co gorsza - prawdopodobnie studentów. Owo grono młodych ludzi, reprezentujących poziom zbliżony do dziecka z pierwszych klas podstawówki, przez cztery seanse wyrażało na głos swe niezwykle błyskotliwe, przepełnione humorem uwagi, śmiejąc się przy tym (o dziwo wyłącznie we własnym gronie) na całe kino. Nie mógłbym pominąć tutaj faktu, iż śmiech (a właściwie rżenie) jednego z nich wyraźnie wskazywał na rodzaj upośledzenia umysłowego. Cóż, kino chcąc zarobić sprzedaje bilety wszystkim jak leci, tymczasem przydałoby się wdrożyć w życie drugą cześć sloganu reklamowego jednego z elektromarketów :-)

Podsumowując - ENEMEF średnio udany. Mam nadzieję, że kolejnym razem nie uświadczę podobnego towarzystwa.

Jeszcze coś - wkurzyłem się wracając rano do domu. Kto to widział, by w sobotę, o w pół do siódmej rano autobusy nie jeździły zgodnie z rozkładami (20 minut opóźnienia to nawet w godzinach szczytu nie ma)? Nie wytrzymałem i zadzwoniłem do MPK (nr telefonu widnieje na tabliczkach z rozkładami). Grzecznie o powiedziałem dyżurnemu jak się sprawa przedstawia i grzecznie poprosiłem o wyjaśnienia. Nie minęło 5 minut, jak komórka zasygnalizowała nowe połącznie. To pan dyżurny (tu respekt) przepraszając podawał mi szczegółowe informacje (gdzie aktualnie są i za ile będą na moim przystanku) o dwóch autobusach na które czekałem.

Dzwoniłem bez przekonania, że ktokolwiek odbierze telefon o tak wczesnej godzinie, a tu taka niespodzianka... Tym większa, że miała miejsce w naszym pięknym kraju ;-)